Ponad 300 pracowników Grupy Azoty protestowało przed siedzibą spółki w tarnowskich Mościcach. Domagają się podwyżek, przywrócenia zawieszonych świadczeń i gwarancji bezpieczeństwa zatrudnienia. Związkowcy ostrzegają, że jeśli mediacje nie przyniosą porozumienia, kolejnym krokiem może być referendum strajkowe, a później strajk.
Pikieta odbyła się we wtorek, 20 października, przed budynkiem Dyrekcji Głównej Grupy Azoty przy ul. Kwiatkowskiego 8 w Tarnowie. Protest rozpoczął się o godz. 13. Przed siedzibą spółki pojawiły się transparenty, słychać było gwizdki, trąbki i syrenę.
Najbardziej wymownym symbolem protestu były taczki z symboliczną postacią prezesa Grupy Azoty. Związkowcy zarzucają władzom spółki, że kolejne zmiany na najwyższych stanowiskach nie przynoszą poprawy sytuacji zwykłych pracowników. Podkreślają, że część zatrudnionych otrzymuje wynagrodzenia niewiele wyższe od płacy minimalnej.
Protest zorganizowały trzy związki zawodowe pozostające w sporze zbiorowym z pracodawcą: NSZZ „Solidarność”, Związek Zawodowy Pracowników Ruchu Ciągłego oraz NSZZ Pracowników w Grupie Azoty S.A. Do udziału zapraszano nie tylko obecną załogę, ale również byłych pracowników i mieszkańców regionu.
Związkowcy zwracają uwagę, że sytuacja Grupy Azoty ma znaczenie dla całego Tarnowa i regionu. Zakład daje zatrudnienie setkom osób, a z jego funkcjonowaniem związane są także lokalne firmy świadczące usługi dla chemicznego koncernu.
„Pracownicy czekają od czterech lat”
Jednym z głównych powodów protestu jest sytuacja płacowa. Przewodniczący zakładowej „Solidarności” Artur Jasiński przekonywał, że sytuacja zatrudnionych nie poprawia się od trzech lub czterech lat, a wynagrodzenia w tarnowskich Azotach należą do najniższych w polskim przemyśle chemicznym.
Podczas pikiety wymieniał postulaty dotyczące wzrostu wynagrodzeń i dodatku zmianowego o 1500 zł oraz podniesienia dodatku za wysługę lat. Związki domagają się również przywrócenia świadczeń wynikających z Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy, które wcześniej zostały zawieszone.
Przedstawiciele załogi krytykowali także politykę kadrową na najwyższych szczeblach spółki. Według związkowców w ostatnich latach przez zarząd Grupy Azoty przewinęło się około 20 prezesów i wiceprezesów, a niedawno zatrudniono ósmego z kolei dyrektora odpowiedzialnego za sprawy pracownicze.
Związkowcy zestawiają koszty zmian w kierownictwie, odpraw oraz wynagrodzeń doradców z sytuacją szeregowych pracowników i brakiem oczekiwanych podwyżek.
Artur Jasiński ostrzegał także przed odpływem doświadczonych i wykwalifikowanych pracowników.
Jeżeli mediacje się skończą fiaskiem, następnie jest referendum strajkowe i strajk. Myślę, że tak pokojowa pikieta to już jest ostatni raz, jeżeli nic się nie zmieni – zapowiedział.
Zarząd: wszystkich postulatów nie da się spełnić
Przedstawiciele zarządu Grupy Azoty nie pojawili się przed protestującymi. Spółka przekazała jednak swoje stanowisko mediom.
Rzecznik Grupy Azoty Grzegorz Kulik zapewnia, że zarząd zna oczekiwania pracowników i rozumie ich postulaty. Jednocześnie podkreśla, że decyzje dotyczące wynagrodzeń muszą uwzględniać trudną sytuację finansową koncernu.
Spółka wskazuje między innymi na wysokie zadłużenie związane z inwestycjami realizowanymi przez poprzednie władze oraz ceny gazu. Gaz jest jednym z najważniejszych składników kosztów produkcji nawozów, dlatego jego cena ma bezpośrednie przełożenie na wyniki Grupy Azoty.
Według wyliczeń zarządu realizacja wszystkich postulatów płacowych i pracowniczych w całej grupie kapitałowej oznaczałaby dodatkowe wydatki przekraczające 500 mln zł rocznie. Zdaniem władz spółki obecnie nie ma możliwości poniesienia takiego kosztu.
Zarząd podkreśla jednak, że rozmowy ze związkami trwają. W Siarkopolu i Policach wdrażane są już wynegocjowane podwyżki. W Tarnowie, Kędzierzynie-Koźlu i Puławach rozmowy nie przyniosły dotąd porozumienia i mają wejść w etap mediacji.
5 listopada mediacje
Pierwsze spotkanie mediacyjne w Tarnowie ma odbyć się 5 listopada. Od jego wyniku może zależeć dalszy przebieg sporu.
Związkowcy nie ukrywają, że jeśli mediacje nie zakończą się porozumieniem, możliwe będzie przeprowadzenie referendum strajkowego. Jeżeli pracownicy poprą w nim protest, kolejnym krokiem może być już strajk w jednej z największych firm Tarnowa.
(Smol, grafika SI)

