Były duchowny, podejrzewany o skrzywdzenie dziesiątek dzieci, złożył zeznania jako kluczowy świadek w procesie biskupa tarnowskiego. Sprawa dotyczy tego, czy hierarcha zbyt późno zawiadomił organy ścigania o przestępstwach seksualnych.
Przed Sądem Rejonowym w Tarnowie odbyła się jedna z ostatnich rozpraw w procesie biskupa Andrzeja Jeża. W środę, 15 kwietnia, zeznania złożył były ksiądz Stanisław P., uznawany za jednego z najważniejszych świadków w tej sprawie.
73-letni mężczyzna, wydalony ze stanu duchownego, jest podejrzewany o skrzywdzenie – według ustaleń śledczych – nawet 82 osób, w większości dzieci. Nie poniósł jednak odpowiedzialności karnej za te czyny, ponieważ uległy one przedawnieniu. Zeznawał jako świadek, a nie oskarżony, a to właśnie jego działalność stanowi jeden z głównych wątków aktu oskarżenia wobec biskupa Jeża. Prokuratura zarzuca hierarsze, że zbyt późno zawiadomił organy ścigania o przypadkach pedofilii wśród podległych mu duchownych.
Jak wskazywał prokurator Marcin Stępień, co najmniej kilkadziesiąt przypadków nie zostało objętych aktem oskarżenia z powodu przedawnienia, a w jego ocenie mogłoby do tego nie dojść, gdyby zgłoszenia zostały przekazane odpowiednio wcześnie.
Podczas rozprawy Stanisław P. odniósł się do okoliczności swojego odejścia z parafii w Woli Radłowskiej w 2002 roku. Z jego relacji wynikało, że pojawiały się wobec niego doniesienia dotyczące niewłaściwych zachowań wobec chłopców, a po rozmowie z ówczesnym biskupem tarnowskim Wiktorem Skworcem sam poprosił o urlop i rezygnację z funkcji proboszcza. Po rocznej przerwie wyjechał na Ukrainę, gdzie pracował duszpastersko przez sześć lat, a po powrocie został skierowany do parafii w Krynicy-Zdroju, gdzie również pojawiały się kolejne zgłoszenia.
Z jego zeznań wynikało również, że w 2010 roku miał przekazać jednej z dorosłych już ofiar 5 tysięcy dolarów jako formę rekompensaty, co – jak twierdził – miało zakończyć sprawę. W kolejnych latach wobec duchownego toczyły się postępowania kościelne, które doprowadziły najpierw do zakazu wykonywania czynności kapłańskich, a ostatecznie w 2023 roku do wydalenia ze stanu duchownego. Jak relacjonował, kara ta była dla niego szczególnie dotkliwa i trudna do zniesienia.
Sprawa zyskała rozgłos w 2020 roku m.in. za sprawą księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, który opisywał historie osób pokrzywdzonych. W tym samym roku delegat biskupa tarnowskiego ds. ochrony małoletnich zgłosił sprawę do prokuratury, jednak stało się to dopiero po zakończeniu postępowania kościelnego i uzyskaniu odpowiedzi z Watykanu.
Sednem procesu jest ustalenie, czy biskup Andrzej Jeż miał obowiązek wcześniej powiadomić organy ścigania. Prokuratura stoi na stanowisku, że po zmianie przepisów w 2017 roku taki obowiązek był jednoznaczny, natomiast obrona argumentuje, że przepisy nie działały wstecz, a duchowni byli zobowiązani do stosowania procedur kościelnych, w tym konsultacji ze Stolicą Apostolską. Jak wskazywał jeden z obrońców, Zbigniew Ćwiąkalski, istotne jest ustalenie, kiedy i jakie informacje trafiały do instytucji publicznych, w tym kuratorium oświaty, oraz czy zostały odpowiednio udokumentowane.
Choć zarzuty dotyczące molestowania dzieci uległy przedawnieniu, Stanisław P. został skazany w innej sprawie. W październiku 2024 roku Sąd Rejonowy w Brzesku uznał go za winnego doprowadzenia dorosłego mężczyzny do innej czynności seksualnej poprzez wykorzystanie zaskoczenia. Jak przekazywała sędzia Małgorzata Adamczyk, został skazany na osiem miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na trzy lata, a także zobowiązany do przeprosin i zapłaty 4 tysięcy złotych zadośćuczynienia.
Przesłuchanie Stanisława P. było jednym z ostatnich w tym procesie, jednak obrona złożyła dodatkowe wnioski dowodowe, m.in. o przesłuchanie pracowników kuratorium oświaty oraz dołączenie dokumentów dotyczących tzw. tajemnicy papieskiej. Kolejna rozprawa została wyznaczona na 11 czerwca.
(Smol)
Kupując „Miasto i Ludzie”, wspierasz lokalne dziennikarstwo
