Sąd Rejonowy w Tarnowie uznał biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża za winnego zbyt późnego zawiadomienia organów ścigania o przestępstwach seksualnych wobec małoletnich, których dopuścili się podlegli mu księża. Hierarcha został skazany na dwa lata ograniczenia wolności. Wyrok nie jest prawomocny.
Wyrok w głośnym procesie zapadł w czwartek, 29 października. Biskup Andrzej Jeż został uznany za winnego obu zarzucanych mu czynów dotyczących niezawiadomienia w odpowiednim czasie organów ścigania o przestępstwach seksualnych wobec dzieci. Sprawy dotyczyły dwóch duchownych diecezji tarnowskiej – Stanisława P. oraz Tomasza K.
Sąd wymierzył biskupowi karę dwóch lat ograniczenia wolności. Ma ona polegać na comiesięcznym potrącaniu 25 procent wynagrodzenia hierarchy i przekazywaniu tych pieniędzy Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, zajmującej się pomocą dzieciom pokrzywdzonym przemocą i wykorzystywaniem seksualnym. Biskup został również obciążony kosztami postępowania.
Andrzej Jeż nie pojawił się w sądzie podczas ogłaszania wyroku. W trakcie procesu nie przyznawał się do winy i przekonywał, że w obu przypadkach postępował zgodnie z obowiązującymi procedurami oraz zawiadamiał organy ścigania wtedy, gdy informacje o możliwych przestępstwach zostały odpowiednio zweryfikowane.
Sąd nie podzielił tej argumentacji. Sędzia Małgorzata Adamczyk uznała wyjaśnienia biskupa za niewiarygodne. Wskazywała, że obowiązek zawiadomienia organów ścigania o przestępstwach seksualnych wobec małoletnich wynikał z polskiego prawa i dotyczył również biskupa, niezależnie od obowiązujących w Kościele procedur.
Istotnym elementem procesu był spór dotyczący tzw. sekretu papieskiego i konieczności oczekiwania na decyzje Watykanu. Obrona wskazywała, że sposób postępowania hierarchy należy oceniać również w kontekście ówczesnych regulacji kościelnych i wątpliwości związanych z wprowadzonym w 2017 roku obowiązkiem zawiadamiania organów ścigania.
Sąd uznał jednak, że prawo kościelne nie mogło zwolnić biskupa z obowiązków wynikających z prawa obowiązującego w Polsce. W ocenie sądu także tzw. sekret papieski nie stanowił przeszkody uniemożliwiającej poinformowanie prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstw.
Jednym z najważniejszych wątków procesu była sprawa byłego księdza Stanisława P. W toku postępowania dotyczącego tego duchownego ustalono 82 osoby pokrzywdzone różnymi przestępstwami seksualnymi, których miał dopuścić się w latach 1983–2015. Znaczna część czynów uległa przedawnieniu.
Stanisław P. zeznawał przed tarnowskim sądem jako świadek. Mówił m.in. o informacjach dotyczących molestowania chłopców, które pojawiały się już na początku lat dwutysięcznych, jego odejściu z parafii w Woli Radłowskiej oraz późniejszym wyjeździe na Ukrainę. Przyznał również, że jednej z dorosłych już osób pokrzywdzonych przekazał 5 tysięcy dolarów jako rekompensatę za doznane krzywdy.
Sprawa dotycząca pobytu Stanisława P. na Ukrainie trafiła ponownie do tarnowskiej kurii w 2019 roku. Zawiadomienie organów ścigania zostało jednak złożone dopiero w sierpniu 2020 roku. Prokuratura uznała, że nastąpiło to zbyt późno.
Drugi zarzut wobec biskupa Jeża dotyczył sprawy księdza Tomasza K. Prokuratura również w tym przypadku zarzuciła hierarsze niedopełnienie obowiązku bezzwłocznego zawiadomienia organów ścigania.
Podczas mów końcowych prokurator Marcin Stępień domagał się dla biskupa dziesięciu miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary na trzy lata oraz 20 tysięcy złotych grzywny. Obrona wnosiła o uniewinnienie, wskazując m.in. na wątpliwości dotyczące interpretacji przepisów wprowadzonych w 2017 roku.
Obrońcy podkreślali też, że biskup nie może odpowiadać za wieloletnie zaniedbania innych osób i instytucji. Zwracali uwagę, że informacje dotyczące niewłaściwych zachowań Stanisława P. miały pojawiać się już wiele lat wcześniej i mogły być znane nie tylko przedstawicielom Kościoła, ale również innym instytucjom.
Czwartkowe rozstrzygnięcie ma precedensowy charakter. Andrzej Jeż jest pierwszym urzędującym biskupem diecezjalnym w Polsce, który stanął przed sądem karnym pod zarzutem niedopełnienia obowiązku zawiadomienia organów ścigania o przestępstwach seksualnych wobec małoletnich i został uznany za winnego.
Kuria Diecezjalna w Tarnowie poinformowała po ogłoszeniu wyroku, że nie zgadza się z rozstrzygnięciem sądu. Obrońcy biskupa mają wystąpić o pisemne uzasadnienie, a po jego analizie zapowiadają apelację.
Oznacza to, że dzisiejszy wyrok nie kończy sprawy. Ostateczne rozstrzygnięcie dotyczące odpowiedzialności karnej biskupa Andrzeja Jeża będzie należało do sądu drugiej instancji. Obrońcy biskupa zapowiedzieli już apelację po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku.
Tekst i fot. (Smol)

