Na tarnowskim Rynku nie brakowało dziś smaków, muzyki i tłumów – ale obok festynowej atmosfery toczyła się także cicha akcja pomocy. Wolontariusze Polskiego Czerwonego Krzyża zbierali pieniądze dla szpitala we Lwowie, który każdego dnia ratuje ofiary wojny w Ukrainie.
Podczas Gastromajówki w centrum Tarnowa stanął namiot, przy którym dyżurowali działacze PCK oraz uczniowie XVI Liceum Ogólnokształcącego. To właśnie oni – z puszkami w rękach i ulotkami – przemierzali Rynek, zachęcając mieszkańców do wsparcia zbiórki.
– Jesteśmy tutaj, bo szpital we Lwowie zwrócił się o pomoc. Potrzeby są ogromne, brakuje środków nawet na podstawowe zabiegi – mówi Mariusz Ciećka, prezes Oddziału Rejonowego PCK w Tarnowie. Jak podkreśla, wolontariusze działali w kilku grupach, docierając do uczestników wydarzenia w całej przestrzeni Rynku.
Zainteresowanie akcją było wyraźnie widoczne. – Ludzie podchodzą, pytają, chcą wiedzieć, na co zbieramy. I wrzucają pieniądze. Odzew jest naprawdę pozytywny – dodaje Ciećka.
Do inicjatywy przyłączyło się kilka środowisk i instytucji. Jak wyjaśnia Krzysztof Kowalski z zarządu tarnowskiego PCK, akcja jest odpowiedzią na apel lwowskiej placówki. – To szpital, do którego trafiają ranni i chorzy z różnych części kraju. Zbieramy środki do puszek, ale także informujemy o możliwości wpłat na specjalne konto utworzone dla tej zbiórki – tłumaczy.
W pomoc włączyli się również członkowie Klubu Honorowych Dawców Krwi przy Grupie Azoty. – Jesteśmy tu z potrzeby serca. Padło hasło, żeby pomóc, więc się zgłosiliśmy. Dostaliśmy namiot, zbieramy i będziemy działać dalej – mówi Andrzej Solak, wiceprezes klubu.
Organizatorzy podkreślają, że taka forma wsparcia ma dziś szczególne znaczenie. – Kiedyś to my potrzebowaliśmy pomocy i ją dostaliśmy. Dziś naszą rolą jest pomagać innym – zaznacza Ciećka.
Zbiórka dla Uniwersyteckiego Szpitala we Lwowie będzie kontynuowana także podczas kolejnych wydarzeń, w tym tarnowskich juwenaliów.
(Smol)


