Przemoc duchowa nie zawsze zaczyna się od krzyku, zakazów i otwartego podporządkowania. Często pojawia się tam, gdzie człowiek szuka sensu, wspólnoty, zaufania i bliskości Boga. W książce „Z woli Bożej. Historie duchowej przemocy” Monika Białkowska pokazuje, jak religijny autorytet może zostać wykorzystany do manipulacji, kontroli i niszczenia człowieka od środka.
„Z woli Bożej. Historie duchowej przemocy” to nowa książka Moniki Białkowskiej, dziennikarki, publicystki i teolożki, autorki znanej m.in. z podejmowania trudnych tematów związanych z życiem Kościoła. Tym razem opisuje zjawisko, o którym przez lata mówiono niewiele albo wcale. Chodzi o przemoc duchową, czyli sytuacje, w których wiara, posłuszeństwo, powołanie, grzech, pokora czy wola Boża stają się narzędziami podporządkowania drugiego człowieka.
Autorka nie pisze o ludziach, którzy od Kościoła byli daleko. Przeciwnie. Bohaterami jej książki są osoby głęboko zaangażowane religijnie, szukające wspólnoty, rozwoju duchowego i odpowiedzi na ważne pytania. To właśnie ich otwartość, zaufanie i pragnienie dobra mogły zostać wykorzystane przez tych, którzy stawiali siebie w roli duchowych przewodników, a z czasem zaczynali decydować za innych.
Mechanizm opisany w książce jest szczególnie niebezpieczny, bo długo może wyglądać jak zwykłe prowadzenie duchowe. Najpierw pojawia się fascynacja wspólnotą, księdzem, liderem lub środowiskiem, które daje poczucie sensu. Potem coraz więcej czasu i energii trzeba poświęcać życiu religijnemu. Stopniowo znikają inne relacje, własne potrzeby, prywatność, a nawet prawo do wątpliwości. Człowiek zaczyna słyszeć, że powinien być bardziej pokorny, bardziej posłuszny, bardziej oddany. Jeżeli się buntuje, może usłyszeć, że sprzeciwia się nie człowiekowi, lecz Bogu.
Monika Białkowska pokazuje, że przemoc duchowa bywa trudna do nazwania również dlatego, że nie pozostawia oczywistych dowodów. Nie zawsze da się wskazać jeden moment, jedno zdanie czy jedno wydarzenie, po którym wszystko staje się jasne. Często jest to proces rozciągnięty w czasie. Ofiara może przez lata wierzyć, że to z nią jest coś nie tak, że za mało się stara, że nie rozumie duchowej drogi, że jej cierpienie ma głębszy sens. Właśnie dlatego skutki takich doświadczeń bywają tak poważne.
Książka dotyka tematów bardzo delikatnych: utraty poczucia własnej wartości, życia w lęku, izolacji, poczucia winy, depresji, utraty zaufania do ludzi i do Boga. Autorka opisuje sytuacje, w których religijny język przestaje być przestrzenią nadziei, a staje się narzędziem nacisku. Słowa o ofierze, posłuszeństwie i pokorze mogą w takim układzie służyć nie do budowania człowieka, lecz do jego podporządkowania.
Nie jest to książka przeciw wierze. Jej siła polega raczej na tym, że problem zostaje pokazany od środka, z wrażliwością na doświadczenie osób wierzących. Białkowska nie atakuje duchowości jako takiej, ale pyta o granice władzy, odpowiedzialność liderów i bezpieczeństwo tych, którzy powierzają innym swoje sumienie, emocje i życie duchowe.
„Z woli Bożej” można czytać jako reportaż o konkretnych ludzkich historiach, ale także jako ostrzeżenie przed mechanizmami, które mogą pojawić się w różnych środowiskach religijnych. To książka ważna nie tylko dla osób, które same przeżyły podobne doświadczenia. Powinni po nią sięgnąć również duchowni, liderzy wspólnot, osoby zaangażowane w duszpasterstwo oraz wszyscy, którzy chcą lepiej rozumieć, gdzie kończy się duchowe prowadzenie, a zaczyna przemoc.
Monika Białkowska przypomina, że największe spustoszenie może dokonać się tam, gdzie człowiek najbardziej ufa. Dlatego o przemocy duchowej trzeba mówić nie po to, by odbierać komukolwiek wiarę, lecz po to, by chronić tych, którzy w dobrej wierze szukają Boga, wspólnoty i sensu.
(Smol)
