„Pułapka” na Talii. Kryminał, który bawi tylko od czasu do czasu

0

„Pułapka” w reżyserii Cezarego Żaka, przygotowana przez Agencję Artystyczną CERTUS, była kolejną konkursową propozycją XXX Ogólnopolskiego Festiwalu Komedii Talia w Tarnowie. We wtorek w Centrum Sztuki Mościce spektakl pokazano dwukrotnie, a na scenie wystąpili Leszek Lichota, Piotr Głowacki, Marta Ścisłowicz i Jędrzej Hycnar. To przedstawienie, które zdecydowanie bliżej ma do kryminału i thrillera niż do klasycznej komedii.

Już po pierwszych scenach staje się jasne, że „Pułapka” nie będzie spektaklem zbudowanym przede wszystkim na serii gagów i łatwo rozpoznawalnych komediowych sytuacji. Humor oczywiście się pojawia, czasem bardzo celny, ale pozostaje dodatkiem do opowieści, której podstawowym paliwem są podejrzenia, napięcie i kolejne zmiany układu sił między bohaterami.

Spektakl Edwarda Taylora rozwija się jak dobrze skonstruowana zagadka. Początkowo tempo jest spokojniejsze, a widz otrzymuje kolejne informacje stopniowo, razem z bohaterami próbując zrozumieć, kto mówi prawdę, kto coś ukrywa i kto właściwie kontroluje sytuację. Właśnie ta niepewność okazuje się największą siłą przedstawienia.

Pierwsza część spektaklu stoi przede wszystkim aktorskim pojedynkiem Leszka Lichoty i Piotra Głowackiego. Obaj budują swoje role bez przesady i bez szukania łatwych efektów. Ich rozmowy z czasem przestają być tylko wymianą zdań, a zaczynają przypominać partię szachów, w której niemal każda wypowiedź może mieć drugie znaczenie.

Lichota prowadzi swoją postać bardzo konsekwentnie. Potrafi w jednej chwili pokazać pewność siebie, a chwilę później niepokój i narastającą bezradność. W jego grze nie ma jednej dominującej nuty, dzięki czemu widz długo nie ma pewności, jak należy odczytywać jego zachowanie.

Piotr Głowacki dobrze odnajduje się natomiast w bardziej niejednoznacznych rejestrach. Potrafi rozładować napięcie jednym zdaniem czy gestem, ale równie szybko ponownie je zbudować. Dzięki temu pierwsza część, choć miejscami spokojniejsza, nie traci rytmu.

Wyraźną zmianę przynosi pojawienie się Jędrzeja Hycnara. Jego bohater wnosi na scenę zupełnie inną energię – bardziej nerwową, dynamiczną i momentami wręcz prowokacyjną. Od tego momentu przedstawienie przyspiesza, a kryminalna układanka zaczyna się coraz szybciej komplikować.

Hycnar bardzo dobrze wykorzystuje charakter swojej postaci. Nie gra jej jednolicie, nie ogranicza się do jednej miny czy sposobu mówienia. Jest momentami zabawny, ale nigdy nie pozwala zapomnieć, że jego obecność ma przede wszystkim zwiększać napięcie. To właśnie w tych scenach najlepiej widać, jak cienka jest w „Pułapce” granica między komedią a thrillerem.

Marta Ścisłowicz dopełnia ten układ rolą bardziej powściągliwą i chłodną. Jej obecność jest ważna właśnie dlatego, że wprowadza inny rodzaj napięcia – mniej gwałtownego, bardziej ukrytego pod powierzchnią dialogów i gestów.

Atutem przedstawienia pozostaje również jego sceniczna forma. Scenografia nie próbuje odciągać uwagi od aktorów, ale konsekwentnie buduje przestrzeń zamknięcia i osaczenia. Ważną rolę odgrywa również dźwięk, który w kilku momentach bardzo skutecznie wzmacnia atmosferę zagrożenia.

Największą zaletą „Pułapki” jest jednak konstrukcja fabularna. Spektakl nie pozwala widzowi zbyt szybko poczuć się bezpiecznie w swojej interpretacji wydarzeń. Gdy wydaje się, że sytuacja została już wyjaśniona, pojawia się kolejny element, który zmusza do ponownego spojrzenia na wcześniejsze sceny.

Nie jest to jednak typowa komedia, a przynajmniej nie taka, jakiej część widzów może oczekiwać po festiwalu Talia. Śmiech pojawia się punktowo. Czasami wynika z dialogu, czasami z charakteru postaci, innym razem z groteskowości sytuacji. Nie on jednak prowadzi spektakl.

To właśnie może być najciekawszym tematem do rozmowy po przedstawieniu. „Pułapka” pokazuje bowiem, jak szeroko można dziś rozumieć pojęcie komedii. W Tarnowie publiczność dostała przedstawienie, które częściej wywołuje napięcie niż śmiech, częściej każe zastanawiać się nad kolejnym zwrotem akcji niż czekać na następną puentę.

Nie oznacza to, że spektakl nie pasuje do Talii. Wręcz przeciwnie – może być ciekawym urozmaiceniem konkursu i dowodem na to, że współczesna komedia coraz częściej miesza gatunki. Tutaj spotyka się z kryminałem, thrillerem, czarnym humorem i teatrem psychologicznej gry.

„Pułapka” najlepiej działa wtedy, kiedy nie próbuje być zabawna za wszelką cenę. Jej siłą są aktorzy, napięcie i coraz bardziej skomplikowana sieć wzajemnych podejrzeń. To przedstawienie, które widza bardziej wciąga niż rozśmiesza – i właśnie dlatego dobrze zapada w pamięć.

Po dwóch wtorkowych pokazach w Centrum Sztuki Mościce można powiedzieć jedno: tegoroczna Talia nie zamyka się w jednym rodzaju komedii. „Pułapka” jest tego dobrym przykładem. To teatr z humorem, ale przede wszystkim sprawnie rozegrany kryminał, w którym do samego końca nie wszystko okazuje się takie, jak wyglądało na początku.

Autorem sztuki jest brytyjski dramaturg i twórca radiowy Edward Taylor, przez wiele lat związany z BBC. Zajmował się zarówno komedią, jak i rozrywką radiową, dlatego w jego pisaniu wyraźnie widać przywiązanie do precyzyjnego dialogu, rytmu i dobrze przygotowanej puenty.

Oryginalny tytuł sztuki brzmi „Murder by Misadventure”. Utwór powstał jako kryminalny thriller z elementami czarnego humoru i opiera się na klasycznym mechanizmie gry w kotka i myszkę: dwóch bohaterów wikła się w coraz bardziej skomplikowaną sieć podejrzeń, sekretów i wzajemnych manipulacji. To właśnie ten gatunkowy rodowód najlepiej tłumaczy, dlaczego tarnowska „Pułapka” bardziej trzyma w napięciu, niż rozśmiesza.

(Smol)

Share.

Comments are closed.

Exit mobile version