Kanclerz kurii zeznawał przed sądem. „Musimy mieć wiarygodne informacje”

0

Kolejna odsłona procesu biskupa tarnowskiego przyniosła zeznania kluczowego świadka. Przed Sądem Rejonowym w Tarnowie stanął ks. Robert Kantor – kanclerz kurii i były delegat ds. ochrony dzieci i młodzieży. Przekonywał, że zawiadomienia do prokuratury składano dopiero po uzyskaniu „wiarygodnych informacji”. Prokuratura zarzuca jednak wielomiesięczną zwłokę.

W poniedziałek 2 marca przed Sądem Rejonowym w Tarnowie zeznawał ks. dr hab. Robert Kantor, kanclerz tarnowskiej kurii, w latach 2015–2023 delegat biskupa ds. ochrony dzieci i młodzieży. To jeden z najważniejszych świadków w procesie biskupa Andrzeja Jeża, oskarżonego o zbyt późne powiadomienie organów ścigania o przestępstwach seksualnych wobec małoletnich.

Od 2015 roku przyczepia nam się łatkę pedofilów. Jeżeli jest zgłoszony przypadek molestowania nieletniego przez duchownego, to w Kościele wszystkie takie osoby są napiętnowane. Prawo kanoniczne jest w tym zakresie bardziej jednoznaczne niż prawo karne – mówił przed sądem ks. Kantor.

Sprawy dwóch księży

Źródłem problemów hierarchy są sprawy byłego już księdza Stanisława P. oraz ks. Tomasza K.

Według ustaleń tarnowskiej prokuratury Stanisław P. przez lata miał krzywdzić dzieci w różnych parafiach. Śledczy wskazują, że jego ofiarą padło 95 dzieci, z czego wobec 77 dopuścił się czynów o charakterze seksualnym. Odpowiedzialności karnej nie poniósł – sprawy przedawniły się. Diecezja zawiadomiła prokuraturę w sierpniu 2020 roku, po otrzymaniu w kwietniu 2019 roku materiałów z Ukrainy dotyczących molestowania tam dwóch ministrantów.

W przypadku ks. Tomasza K. zawiadomienie złożono w grudniu 2021 roku, choć czyny miały mieć miejsce w 2018 roku.

„Nie wszystko z zagranicy jest wiarygodne”

Ks. Kantor przekonywał, że po nowelizacji kodeksu karnego z 2017 roku duchowni zostali poinformowani o obowiązku zawiadamiania organów ścigania.

Już w sierpniu 2017 roku, na spotkaniach wszystkich kapłanów diecezji, literalnie przedstawiłem ten artykuł, mówiąc wprost: od tej daty jest karny obowiązek zgłaszania spraw – zeznawał.

Tłumaczył, że materiały z Ukrainy z 2019 roku wymagały weryfikacji. – Nie było dat urodzenia pokrzywdzonych, a dokumenty nie były profesjonalnie przetłumaczone – mówił. Sprawa trafiła do Watykanu, a odpowiedź – jak podkreślał – przyszła po około roku. Dopiero wtedy złożono zawiadomienie w Polsce.

Ksiądz kanclerz Robert Kantor

Prokurator Marcin Stępień dopytywał, co konkretnie kuria zrobiła przez ten rok, skoro z protokołów wynikało, że chłopcy nie mieli ukończonych 15 lat.

Kwestie wiarygodności badamy też u nas. Nie wszystko, co przychodzi zza granicy, także spoza UE, uznajemy automatycznie za wiarygodne. Musimy mieć pewność – odpowiadał kanclerz.

Sąd pytał wprost: czy nie należało przekazać sprawy organom, które są przygotowane do weryfikacji? – Pewnie można by było – przyznał ks. Kantor, dodając jednak, że w przeszłości zdarzały się sytuacje, gdy postępowania karne kończyły się fiaskiem, a procesy kanoniczne – wydaleniem ze stanu duchownego.

Wcześniejsze sygnały

Podczas rozprawy odczytano wcześniejsze zeznania świadka. Wynika z nich, że już w 2002 roku kuria została zaalarmowana przez rodziców dwóch chłopców w wieku 9 i 7 lat, którzy mieli być molestowani przez ks. Stanisława P. Wówczas – jak wynika z akt – poza przyjęciem relacji nie podjęto dalszych działań.

Nie wiem – odpowiedział ks. Kantor pytany przez sąd, dlaczego wtedy nie zgłoszono sprawy organom ścigania.

W 2010 roku wszczęto w kurii postępowanie wewnętrzne, zakończone w 2013 roku dekretem skazującym duchownego w procesie kanonicznym. Prowadził je właśnie ks. Kantor. Przed sądem nie potrafił jednak przypomnieć sobie treści orzeczenia.

Zapytany, dlaczego po 2017 roku nie zgłosił sprawy prowadzonej wcześniej, odpowiedział: – Uznawałem, że prawo nie działa wstecz.

Mail i publikacje medialne

Prokurator ujawnił również, że w maju 2019 roku do kanclerza trafił mail od kobiety, która opisała, że jako dziecko była świadkiem molestowania kolegów z klasy przez ks. P.

Dlaczego wtedy nie zawiadomiono prokuratury? – Informacje mailowe czy telefoniczne nie są zbyt wiarygodne. Nie wiemy, kto może podszywać się pod nadawcę – odpowiadał ks. Kantor, dodając, że wiadomość dołączono do zawiadomienia złożonego w sierpniu 2020 roku.

Prokuratura sugeruje, że zawiadomienie złożono dopiero wtedy, gdy sprawa stała się publiczna i nie dało się jej dłużej ukrywać. Śledczy wskazują na związek czasowy z publikacjami medialnymi. Kanclerz zaprzeczał, by miało to wpływ na decyzję kurii.

Spór o „niezwłocznie” i „wiarygodność”

Obrona podkreśla, że kluczowe będzie ustalenie, co w praktyce oznaczają pojęcia „niezwłocznie” oraz „wiarygodna informacja”. Prokuratura stoi na stanowisku, że zwłoka była nieuzasadniona i doprowadziła do przedawnienia części czynów.

Biskup Andrzej Jeż nie przyznaje się do winy. Grozi mu kara do trzech lat pozbawienia wolności. Proces ma charakter precedensowy – po raz pierwszy w Polsce urzędujący hierarcha kościelny odpowiada przed sądem za niepowiadomienie na czas organów ścigania o przestępstwach seksualnych duchownych.

Tekst i fot. (Smol)

Share.

Comments are closed.

Exit mobile version