Były ordynariusz tarnowski abp Wiktor Skworc zeznawał w czwartek przed Sądem Rejonowym w Tarnowie jako świadek w procesie biskupa Andrzeja Jeża. Hierarcha przekonywał, że gdy kierował diecezją, nie istniał prawny obowiązek zawiadamiania prokuratury o przestępstwach seksualnych wobec dzieci. Podkreślał jednak, że Kościół nie ukrywał takich spraw.
Czwartkowa rozprawa była kolejnym etapem procesu biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża, oskarżonego przez prokuraturę o zbyt późne powiadomienie organów ścigania o przypadkach molestowania nieletnich przez dwóch księży z diecezji tarnowskiej – Stanisława P. i Tomasza K. Obaj duchowni zostali już wcześniej wydaleni ze stanu kapłańskiego.
Świadkiem w sprawie był były biskup tarnowski Wiktor Skworc, który kierował diecezją w latach 1998–2011. To właśnie do niego – jak wynika z materiałów sprawy – w 2002 roku zgłosili się rodzice dwóch chłopców, informując o nieobyczajnych zachowaniach księdza Stanisława P. podczas lekcji religii w szkole.
– Dotarła do mnie informacja o nieobyczajnych zachowaniach księdza Stanisława P. Była to informacja ustna przekazana przez rodziców. Uznałem ją za bardzo poważną i natychmiast wdrożyłem procedury, które miały sprawę wyjaśnić – mówił przed sądem abp Skworc.
„Nie pamiętam szczegółów”
Hierarcha potwierdził, że spotkał się z rodzicami chłopców, jednak pytany o szczegóły wydarzeń sprzed ponad dwóch dekad wielokrotnie odpowiadał, że ich nie pamięta. Jak tłumaczył, prowadzenie postępowania wyjaśniającego powierzył ks. Henrykowi Kościszowi z sądu biskupiego.
– Podjął działania, ale nie dotarła do mnie ostateczna konkluzja dotycząca stwierdzenia nieobyczajnych zachowań księdza Stanisława – zeznał arcybiskup.
Duchowny wskazywał również, że ksiądz Kościsz nie żyje, co – jego zdaniem – utrudnia dziś ustalenie szczegółów tamtego postępowania.
Urlop zamiast konsekwencji
Wkrótce po zgłoszeniu sprawy ksiądz Stanisław P. zrezygnował z funkcji proboszcza i został wysłany na bezterminowy urlop. Według zeznań abp. Skworca był to czas na refleksję i zmianę postępowania.

Po pewnym czasie duchowny wyjechał na misję do Ukrainy. Tam – jak wynika z późniejszych ustaleń – miał dopuścić się kolejnych przestępstw seksualnych wobec dzieci.
„Nie było obowiązku zgłoszenia”
Sąd i prokurator pytali świadka, dlaczego w 2002 roku kuria nie zawiadomiła prokuratury o podejrzeniach wobec księdza. Abp Skworc odpowiadał, że w tamtym czasie nie było takiego obowiązku prawnego.
– Kodeks karny wprowadzający taki obowiązek zmieniono dopiero w 2017 roku. To jednak nie oznaczało ukrywania przestępstw – mówił hierarcha.
Podkreślał również, że do zdarzeń miało dochodzić w szkole, dlatego – jego zdaniem – to placówka jako pracodawca księdza powinna rozważyć zawiadomienie organów ścigania.
– To, co zarzucano księdzu, działo się w szkole. Stamtąd można było oczekiwać zawiadomienia – stwierdził.
„O pedofilii w Kościele usłyszałem jako biskup”
Jednym z najbardziej komentowanych fragmentów zeznań była odpowiedź arcybiskupa na pytanie o skalę problemu w Kościele.
– Zostałem wyświęcony w 1973 roku. O przypadkach pedofilii w Kościele nie słyszałem aż do momentu, gdy zostałem biskupem – powiedział przed sądem.
Dodał, że sprawa księdza Stanisława P. była – według jego wiedzy – jedyną tego typu w czasie, gdy kierował diecezją tarnowską.
Zeznania pokrzywdzonego
Tego samego dnia sąd wysłuchał także jednego z mężczyzn pokrzywdzonych przez księdza Stanisława P. Na jego wniosek ta część rozprawy została utajniona.
Proces biskupa Andrzeja Jeża ma precedensowy charakter. To pierwszy w Polsce przypadek, gdy hierarcha kościelny odpowiada przed sądem za niepowiadomienie w odpowiednim czasie organów ścigania o przestępstwach seksualnych wobec małoletnich popełnianych przez księży.
Prokuratura twierdzi, że władze kościelne dysponowały wiarygodnymi informacjami o przestępstwach i powinny zgłosić je niezwłocznie. Obrona utrzymuje natomiast, że kuria zawiadamiała organy ścigania dopiero w momencie uzyskania potwierdzonych informacji o czynach zabronionych.
(Smol)