Drugi dzień jubileuszowej Talii należał do „Lady Mayday” Teatru Zagłębia w Sosnowcu. Spektakl w reżyserii Artura Barcisia to klasyczna farsa oparta na perfekcyjnym tempie, serii pomyłek i coraz bardziej absurdalnych sytuacjach. Tarnowska publiczność dostała dokładnie to, czego po tym gatunku można oczekiwać: szybki rytm, wyraziste postaci i komedię, która ani na chwilę nie pozwala zwolnić.
„Lady Mayday” wyrasta z dobrze znanego „Mayday” Raya Cooneya, ale w tej wersji następuje istotne odwrócenie punktu wyjścia. Zamiast taksówkarza-bigamisty mamy taksówkarkę Jackie Smith, która prowadzi podwójne życie między dwoma mieszkaniami i dwoma mężami. Cały misternie ułożony plan zaczyna się sypać po jednym przypadkowym wydarzeniu, a potem mechanizm farsy uruchamia się już na dobre.
Największą siłą przedstawienia jest tempo. Artur Barciś prowadzi spektakl bardzo precyzyjnie i nie pozwala aktorom wypaść z rytmu nawet wtedy, gdy na scenie robi się naprawdę tłoczno. Kolejne nieporozumienia nakładają się na siebie, telefony dzwonią w najgorszych możliwych momentach, bohaterowie próbują ratować sytuację następnymi kłamstwami, a widz coraz lepiej wie, że z każdą minutą wszystko będzie tylko bardziej skomplikowane.
To właśnie rytm jest tu najważniejszy. W farsie łatwo przeszarżować, zamienić komedię w krzyk albo serię prostych gagów, ale tutaj przez większość przedstawienia udaje się zachować kontrolę nad chaosem. Aktorzy grają szeroko, momentami bardzo wyraziście, ale ten sposób prowadzenia postaci wynika z konwencji i dobrze współgra z konstrukcją sztuki.
Dwa mieszkania, jedna katastrofa
Bardzo dobrze pracuje scenografia Wojciecha Stefaniaka. Na scenie jednocześnie oglądamy dwa mieszkania Jackie, podobne w konstrukcji, ale różniące się kolorystyką i detalami. Dzięki temu reżyser może prowadzić akcję równolegle i bawić się tym, że widz wie więcej niż bohaterowie.
Szczególnie efektownie wypadają sceny rozmów telefonicznych. Bohaterowie przebywają w dwóch różnych przestrzeniach, a jednak ich ruch sceniczny zostaje ustawiony tak, że momentami wyglądają, jakby znajdowali się niemal obok siebie. Ten zabieg nie tylko dobrze wygląda, ale też wzmacnia komediowy rytm przedstawienia i pokazuje, jak bardzo świat Jackie został rozpięty pomiędzy dwoma równoległymi życiami.
Scenografia, kostiumy i muzyka konsekwentnie budują klimat lat 60. To nie jest jedynie dekoracyjny kostium dla farsy. Stylizacja porządkuje cały spektakl, nadaje mu lekkości i pozwala twórcom odsunąć historię od współczesności na tyle, by widz skupił się przede wszystkim na mechanizmie komedii.
Obsada gra zespołowo
W farsie nie wystarczy jedna dobra rola. Całość działa tylko wtedy, gdy cały zespół utrzymuje wspólny rytm, a partnerzy reagują na siebie niemal bez opóźnienia. W „Lady Mayday” ten mechanizm funkcjonuje sprawnie.
Mirosława Żak jako Jackie Smith musi przez większość spektaklu kontrolować coraz bardziej niemożliwą do opanowania sytuację. Jej bohaterka próbuje jednocześnie zachować pozory normalności, uspokajać mężów, odpowiadać na pytania policji i nie dopuścić do spotkania światów, które nigdy nie powinny się ze sobą zetknąć. Im bardziej próbuje wszystko uporządkować, tym szybciej sytuacja wymyka się spod kontroli.
W obsadzie są także Maria Bieńkowska, Beata Deutschman, Michał Bałaga, Aleksander Blitek, Przemysław Kania, Wojciech Leśniak i Piotr Zawadzki. Każdy z aktorów ma własny komediowy ton, ale przedstawienie nie rozpada się na osobne numery. To ważne, bo u Cooneya mechanizm działa tylko wtedy, gdy jedna scena natychmiast napędza następną.
Klasyczna farsa, ale z nowym punktem ciężkości
Najbardziej oczywistym zabiegiem adaptacyjnym jest oczywiście zamiana płci głównego bohatera. To kobieta jest tu bigamistką, a nie mężczyzna. Sam pomysł nie zmienia konstrukcji farsy, ale nadaje jej inny ton i sprawia, że dobrze znany schemat ogląda się z nieco innej perspektywy.
Ta zmiana nie zostaje jednak obudowana ciężką publicystyką. „Lady Mayday” nie próbuje być spektaklem społecznym czy manifestem. Przede wszystkim chce bawić i właśnie w tej funkcji jest najbardziej konsekwentny. Odwrócenie ról działa więc bardziej jako świeży punkt wyjścia niż jako temat sam w sobie.
To zresztą pokrywa się z wcześniejszym odbiorem spektaklu. Recenzenci po premierze w Sosnowcu podkreślali tempo, sprawność obsady i dobrze wykorzystaną scenografię. Tomasz Sknadaj pisał o udanym odświeżeniu klasyki Cooneya i chwalił zwłaszcza symultaniczne sceny rozgrywane w obu mieszkaniach. Peryskop Kultury także wskazywał na dynamikę, rytm oraz stylizację lat 60.
Sam Artur Barciś przed premierą mówił, że zależało mu nie tylko na tym, by spektakl był śmieszny, ale również dobrze zrobiony pod względem jakościowym. W tarnowskim pokazie tę dbałość rzeczywiście było widać, szczególnie w precyzji ruchu scenicznego i tempie prowadzenia kolejnych scen.
Bilety na „Lady Mayday” podczas Talii kosztowały 120 zł. To więcej niż standardowe ceny w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu, gdzie bilety kosztują od 85 do 100 zł. Porównaliśmy również ceny pozostałych spektakli Talii z cenami w ich macierzystych teatrach.
Śmiech przede wszystkim
„Lady Mayday” nie próbuje udawać czegoś, czym nie jest. To przede wszystkim farsa i rozrywka. Nie ma tu ambicji rozbijania teatralnej formy ani stawiania wielkich pytań. Jest natomiast solidnie skonstruowana komedia, która opiera się na rytmie, aktorskiej precyzji i umiejętnym stopniowaniu chaosu.
Można oczywiście uznać, że niektóre rozwiązania są przewidywalne, a mechanizm pomyłek po pewnym czasie staje się znajomy. Taki jest jednak fundament tego gatunku. O powodzeniu przedstawienia decyduje nie tyle to, czy widz domyśli się, co wydarzy się za chwilę, lecz jak zostanie to rozegrane. I właśnie pod tym względem „Lady Mayday” wypada bardzo sprawnie.
Tarnowski pokaz na Talii potwierdził, że Artur Barciś dobrze rozumie rytm farsy. Spektakl jest szybki, lekki, momentami bardzo efektowny i przede wszystkim zespołowy. Nie jest to teatr, który zostawia widza z trudnym pytaniem na kilka dni, ale też nie takie jest jego zadanie.
„Lady Mayday” robi to, co dobra farsa powinna robić: rozpędza się, komplikuje sytuację niemal do granic możliwości i prowadzi publiczność przez kolejne piętra absurdu. Na Talii był to wieczór z teatrem nastawionym przede wszystkim na śmiech – i pod tym względem przedstawienie spełniło swoją rolę bardzo dobrze.
Jubileuszowa TALIA 2026 potrwa w Tarnowie do 27 września.
(Smol)

