Za ratowanie Żydówek zapłaciliby życiem. Ludwik i Waleria Świątkowie pośmiertnie odznaczeni

0

Przez miesiące ukrywali w swoim domu w Woli Rzędzińskiej żydowskie kobiety, choć za taką pomoc całej rodzinie groziła śmierć. Ludwik i Waleria Świątkowie zostaną 15 sierpnia pośmiertnie uhonorowani Krzyżami Komandorskimi Orderu Odrodzenia Polski. Odznaczenia w imieniu Prezydenta RP odbiorą członkowie rodziny. W uroczystości ma uczestniczyć także Carla Stang, wnuczka jednej z uratowanych kobiet, wykładowczyni Uniwersytetu Oksfordzkiego.

Historia rodziny Świątków z Woli Rzędzińskiej przez dziesięciolecia pozostawała znana przede wszystkim najbliższym. Zachowane dokumenty, powojenne zeznania Mieczysława Świątka oraz relacja Bernarda Stanga, syna jednej z ocalonych kobiet, pozwalają dziś odtworzyć dramatyczne wydarzenia z czasu niemieckiej okupacji.

Z wnioskiem o odznaczenie Ludwika i Walerii Świątków wystąpiła Gmina Tarnów. Badania historyczne przeprowadził i dokumentację przygotował Adam Ryba.

Z fabryki w Tarnowie do domu w Woli Rzędzińskiej

Ludwik Świątek i jego syn Mieczysław podczas okupacji pracowali w niemieckiej fabryce obuwia przy ul. Narutowicza w Tarnowie. W zakładzie zatrudniano również Żydów przetrzymywanych w tarnowskim getcie.

Wiosną 1943 roku Mieczysław przyprowadził do rodzinnego domu w Woli Rzędzińskiej pracującą w tej samej fabryce Zenkę Beitscher. W relacji jej syna występuje ona jako Zelda Stang, z domu Beitscher. Rodzice młodego mężczyzny znaleźli się w sytuacji, w której każda decyzja mogła oznaczać śmierć. Zdecydowali jednak, że kobieta pozostanie u nich.

Po kilku tygodniach do domu trafiły jeszcze trzy osoby z rodziny Beitscher. Dwie po pewnym czasie wróciły do getta, natomiast młodsza siostra Zenki, Sonia, pozostała w ukryciu razem z nią.

Rodzina Świątków sama żyła w trudnych warunkach. Ludwik i Waleria wychowywali sześcioro dzieci, a Niemcy ograniczyli możliwości prowadzenia należącego do nich sklepu. Mimo to przez kolejne miesiące zapewniali ukrywanym kobietom żywność i schronienie.

Siostry przebywały w pokoju na poddaszu. Gdy pojawiali się Niemcy albo ktoś obcy, chowały się w przygotowanym wcześniej schowku pod podłogą. Wejście do niego maskował dywanik. Niemieckie kontrole rzeczywiście się zdarzały.

Każda taka wizyta mogła skończyć się tragedią całej rodziny.

Sonia dostała fałszywe dokumenty

Latem 1943 roku pojawiła się możliwość wywiezienia Soni z okupowanej Polski. Dzięki pomocy proboszcza parafii w Woli Rzędzińskiej zdobyto dla niej fałszywe dokumenty wystawione na nazwisko Genowefa Patrzałek.

Do Austrii zabrał ją Stefan Guzy, znajomy rodziny, który wcześniej został skierowany tam na roboty przymusowe. Świątkowie uznali, że w ten sposób Sonia będzie bezpieczniejsza.

Tak jednak nie było. Miejscowe Gestapo zaczęło podejrzewać ją o żydowskie pochodzenie. Wiosną 1944 roku kobieta uzyskała urlop i wróciła do Woli Rzędzińskiej. Ponownie znalazła schronienie w domu Świątków, gdzie razem z siostrą doczekała końca okupacji.

Powojenne zeznania Mieczysława Świątka, złożone w 1985 roku przed Okręgową Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich, potwierdzają, jak rozbudowana była akcja pomocy. Świątek opisywał zarówno sprowadzenie kobiet z tarnowskiego getta, jak i przygotowanie Soni do wyjazdu do Austrii pod fałszywą tożsamością.

„Nadal jestem ogromnie wdzięczny”

Szczególnie osobistym świadectwem jest oświadczenie Bernarda Stanga, syna Zeldy Beitscher, sporządzone w Australii w kwietniu 2024 roku.

Wspomina on, że jego matka pracowała w fabryce obuwia w Tarnowie i tam poznała Mieczysława Świątka. Kiedy młody Polak zorientował się, że Żydzi zabierani z fabryki znikają i już nie wracają, postanowił działać.

Bernard Stang podkreśla, że Świątkowie doskonale zdawali sobie sprawę z konsekwencji. Gdyby Niemcy odkryli ukrywane kobiety, zagrożone byłoby życie Ludwika, Walerii i ich sześciorga dzieci.

Zelda przez długi czas pozostawała na poddaszu. Na parterze domu działał sklep, do którego regularnie przychodzili niemieccy żołnierze. Jak wspominał jej syn, kobieta żyła więc w ciągłym napięciu. Czytała przy świetle wpadającym przez niewielkie otwory w dachu, co miało później poważnie odbić się na jej wzroku.

Po wojnie Zelda wyszła za Feliksa Stanga. W marcu 1946 roku urodził się ich syn Bernard. Jeszcze w tym samym roku rodzina wyjechała z Europy i dotarła do Sydney.

Zelda do końca życia utrzymywała kontakt z Walerią Świątek. Zmarła 9 kwietnia 1992 roku.

„Nadal jestem ogromnie wdzięczny rodzinie Świątków za ich bohaterstwo i niezwykłą odwagę w tym strasznym okresie historii” – napisał Bernard Stang w swoim oświadczeniu.

Kontakty między rodzinami przetrwały kolejne pokolenia. Bernard Stang odwiedził po latach dom, w którym podczas okupacji ukrywała się jego matka, a potomkowie ocalonych i rodziny Świątków nadal utrzymują relacje.

15 sierpnia ta historia otrzyma symboliczne państwowe dopełnienie. Krzyże Komandorskie Orderu Odrodzenia Polski przyznane Ludwikowi i Walerii Świątkom odbiorą ich potomkowie. W Woli Rzędzińskiej spotkają się dzieci, wnuki i prawnuki odznaczonych oraz przedstawicielka rodziny jednej z uratowanych kobiet.

To także przypomnienie, że jedna z najważniejszych historii czasu okupacji w regionie rozgrywała się nie na froncie, lecz w zwyczajnym domu, gdzie przez długie miesiące każda wizyta obcego mogła oznaczać wyrok śmierci.

(Smol)

Share.

Comments are closed.

Exit mobile version