Byli prezesi ZMT przed sądem. Pierwsza rozprawa rozpoczęła się od ostrych spięć

0

Przed Sądem Rejonowym w Tarnowie rozpoczął się proces byłych prezesów Zakładów Mechanicznych w Tarnowie – Henryka Łabędzia i Roberta Pacany – oraz byłego prezesa Orlen Oil Janusza F. Choć zaplanowano przesłuchanie oskarżonych, do składania wyjaśnień ostatecznie nie doszło. Obrona złożyła szereg wniosków formalnych, a sami oskarżeni zapowiedzieli, że odniosą się do zarzutów dopiero po przesłuchaniu świadków.

Pierwsza rozprawa, na którą od miesięcy oczekiwano, rozpoczęła się od ponad półtoragodzinnej dyskusji nad wnioskami formalnymi. Najwięcej uwag zgłosił Janusz F., który zarzucił sędzi prowadzącej sprawę niewłaściwe zachowanie wobec jednego z obrońców.

Zarzuty wobec sędzi i prokuratora

Janusz F. twierdził, że podczas jednego z wcześniejszych posiedzeń sędzia Katarzyna Kozicka-Kania miała grozić adwokatowi przeszukaniem jego kancelarii przez Centralne Biuro Antykorupcyjne, jeśli będzie nadal zadawał pytania. Były prezes Orlen Oil zarzucił również prokuratorowi Marcinowi Stępniowi, że nie podjął działań w związku z tymi – jak określił – groźbami.

Prokurator stanowczo odrzucił te zarzuty, oceniając wystąpienie oskarżonego jako próbę obrony poprzez atak.

Proces byłych prezesów ZMT rozpoczął się dziś w tarnowskim sądzie

Spór o materiały CBA

Jednym z głównych tematów rozprawy była również kwestia wykorzystania materiałów operacyjnych Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Obrona kwestionowała możliwość wykorzystania nagrań rozmów prowadzonych pomiędzy oskarżonymi, argumentując, że materiały te mają charakter tajny.

Prokurator podkreślał jednak, że dowody zostały pozyskane zgodnie z prawem, a zgodę na ich wykorzystanie w postępowaniu wydał sąd.

Janusz F. złożył także wniosek o dołączenie do akt sprawy regulaminu zatrudniania obowiązującego w Orlen Oil. Argumentował, że jako prezes spółki posiadał kompetencje do samodzielnego podejmowania decyzji kadrowych, co – jego zdaniem – ma znaczenie dla oceny stawianych mu zarzutów.

Oskarżeni będą zeznawać później

Po zakończeniu rozpatrywania wniosków formalnych sąd planował rozpocząć przesłuchanie Henryka Łabędzia, Roberta Pacany i Janusza F. Oskarżeni zgodnie oświadczyli jednak, że złożą obszerne wyjaśnienia dopiero po przesłuchaniu świadków. Sąd przychylił się do tego wniosku.

Podczas rozprawy prokurator Marcin Stępień odczytał akt oskarżenia

Podczas rozprawy prokurator Marcin Stępień odczytał akt oskarżenia. Wszyscy trzej oskarżeni podtrzymali swoje dotychczasowe stanowisko i nie przyznali się do zarzucanych im czynów.

Ujawniono sytuację majątkową oskarżonych

Sąd odebrał również od oskarżonych informacje dotyczące ich obecnej sytuacji życiowej i finansowej.

Henryk Łabędź poinformował, że pracuje obecnie w firmie Polmark w Żabnie, gdzie zarabia 7,6 tys. zł brutto miesięcznie. Otrzymuje również dietę radnego Rady Miejskiej w Tarnowie. Nie ma dzieci, a jego żona pracuje zawodowo.

Oskarżeni nie przyznają się do winy, Na zdjęciu stoi Henryk Łabędź, obok Robert Pacana

Robert Pacana zeznał, że jako prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Tarnowie otrzymuje wynagrodzenie w wysokości 20,4 tys. zł brutto miesięcznie, co – jak podał – daje około 13,4 tys. zł netto. Utrzymuje niepracującą żonę oraz troje dzieci.

Janusz F. prowadzi kancelarię radcy prawnego w ramach jednoosobowej działalności gospodarczej. Jak poinformował, osiąga około 5 tys. zł miesięcznie z obsługi klientów indywidualnych oraz uzyskuje dodatkowe dochody z wynajmu dwóch mieszkań w Krakowie.

Zarzuty dotyczą płatnej protekcji

Prokuratura zarzuca Henrykowi Łabędziowi, Robertowi Pacanie i Januszowi F. popełnienie przestępstwa płatnej protekcji. Według śledczych były prezesi Zakładów Mechanicznych mieli pomóc w załatwieniu pracy znajomemu Janusza F., natomiast były prezes Orlen Oil miał podjąć działania zmierzające do zatrudnienia osoby z rodziny Roberta Pacany w Urzędzie Marszałkowskim.

Sprawę prowadzi sędzia Katarzyna Kozicka-Kania. Sędzina zgodziła się, aby oskarżeni zeznawali po wcześniejszym przesłuchaniu świadków

Choć ostatecznie żadne z planowanych zatrudnień nie doszło do skutku, prokuratura podkreśla, że dla odpowiedzialności karnej nie ma znaczenia, czy praca została faktycznie uzyskana. W ocenie śledczych wystarczające jest samo podjęcie działań lub złożenie obietnicy załatwienia zatrudnienia.

Za zarzucane czyny oskarżonym grozi kara do ośmiu lat pozbawienia wolności. Proces będzie kontynuowany podczas kolejnych terminów, na których sąd rozpocznie przesłuchiwanie świadków.

Tekst i fot. (Smol)

Share.

Comments are closed.

Exit mobile version