Stefania i Jan Wózkowie z Koszyc Małych zostali pośmiertnie uhonorowani Krzyżami Komandorskimi Orderu Odrodzenia Polski za ratowanie Żydów podczas II wojny światowej. 3 września w Belwederze odznaczenia w ich imieniu odbierze wnuczka, Lucyna Knapik. Za niezwykłą historią małżeństwa kryje się ziemianka wykopana pod stodołą, w której ukrywali pięcioosobową żydowską rodzinę.
Prezydent RP przyznał Stefanii i Janowi Wózkom Krzyże Komandorskie Orderu Odrodzenia Polski „za bohaterską postawę i niezwykłą odwagę wykazaną w ratowaniu życia Żydom podczas II wojny światowej, za wybitne zasługi w obronie godności, człowieczeństwa i praw ludzkich”.
Uroczystość wręczenia odznaczeń zaplanowano na 3 września w Belwederze. W imieniu nieżyjących już Stefanii i Jana Wózków ordery odbierze ich wnuczka, Lucyna Knapik z Koszyc Małych.
Ziemianka pod stodołą
Historia, za którą małżeństwo z Koszyc Małych zostanie uhonorowane jednym z najważniejszych polskich odznaczeń państwowych, rozpoczęła się podczas niemieckiej okupacji.
Pochodząca z Tarnowa rodzina Bleiweiss początkowo ukrywała się u jednego z gospodarzy w Zbylitowskiej Górze. W pewnym momencie zwrócił się on do Jana Wózka z pytaniem, czy byłby gotów przyjąć ukrywanych do swojego gospodarstwa.
Jan Wózek znał rodzinę Bleiweiss jeszcze sprzed wojny. W ich szwalni pracowała bowiem najstarsza córka Wózków. Zgodził się pomóc.
W 1943 roku czworo członków rodziny Bleiweiss nocą przedostało się ze Zbylitowskiej Góry do gospodarstwa Wózków w Koszycach Małych. Najstarszą, chorą kobietę przewieziono furmanką.
Stefania i Jan Wózkowie przygotowali dla pięciu osób dużą ziemiankę pod stodołą. Jej wejście było starannie zamaskowane i znajdowało się w pobliżu wychodka. Właśnie tam przez długi czas ukrywała się żydowska rodzina.
Warunki były niezwykle trudne. Od czasu do czasu gospodarze pozwalali ukrywanym wychodzić na strych, aby choć na chwilę mogli opuścić ciasne schronienie.
Ryzykowali życiem całej rodziny
Pomoc oznaczała dla Wózków ogromne niebezpieczeństwo. Za ukrywanie Żydów podczas niemieckiej okupacji groziła śmierć.
Stefania i Jan mieli na utrzymaniu własnych pięcioro dzieci. Wyżywienie kolejnych pięciu osób stanowiło więc dla rodziny bardzo duże obciążenie.
Do pomocy zostali wtajemniczeni zaufani sąsiedzi, którzy wspierali Wózków w zdobywaniu żywności. Gospodarze pracowali w polu i przy gospodarstwie, starając się zapewnić jedzenie zarówno swoim dzieciom, jak i ludziom ukrywającym się pod stodołą.
Rodzina Bleiweiss szczęśliwie doczekała końca wojny.
Po jej zakończeniu jej członkowie wyjechali m.in. do Stanów Zjednoczonych i Francji. Kontakty z rodziną, która uratowała im życie, jednak się nie urwały. Do Koszyc Małych przez kolejne lata przychodziła korespondencja.
Szczególnym świadectwem pamięci był dokument, który Wózkowie otrzymali w 1988 roku. Chaja Bleiweiss, najmłodsza spośród ukrywanych, mieszkająca wówczas w Nowym Jorku, upamiętniła Stefanię i Jana Wózków, sadząc w Izraelu na Wzgórzach Judzkich drzewo. Potwierdzał to certyfikat fundacji Keren Kayemeth LeIsrael przekazany rodzinie.
Adam Ryba zebrał dokumenty i przygotował wnioski
Historię odwagi Stefanii i Jana Wózków przez lata przechowywała pamięć ich najbliższych. Jedną z osób, które opowiadały o wydarzeniach z czasów okupacji, była ich córka Zofia Wózek. To właśnie od niej Adam Ryba poznał szczegóły dotyczące ziemianki pod stodołą, zamaskowanego wejścia i pięcioosobowej rodziny, której Wózkowie udzielili schronienia.
Do domu państwa Wózków przyprowadził go radny gminy Tarnów Zbigniew Gniewek.
Po wnikliwym zbadaniu historii, zgromadzeniu dokumentów i materiałów potwierdzających wydarzenia Adam Ryba przygotował wnioski o pośmiertne uhonorowanie Stefanii i Jana Wózków Krzyżami Komandorskimi Orderu Odrodzenia Polski. Następnie zostały one skierowane do Prezydenta RP przez wójta gminy Tarnów Grzegorza Kozioła.
– Mam ogromną satysfakcję, że ta historia została udokumentowana i że Stefania i Jan Wózkowie zostaną uhonorowani. To dwa kolejne Krzyże Komandorskie dla mieszkańców gminy Tarnów. Jest jednak w tej radości także gorycz. Pani Zofia Wózek, która z taką pasją i wzruszeniem opowiadała mi o odwadze swoich rodziców, nie doczekała tej chwili. Zmarła w ubiegłym roku – mówi Adam Ryba.
3 września w Belwederze rodzinę reprezentować będzie wnuczka Stefanii i Jana Wózków, Lucyna Knapik. Po ponad 80 latach od wydarzeń, które mogły kosztować Wózków życie, historia z Koszyc Małych znajdzie swój państwowy epilog.
Do tematu wrócimy po uroczystości w Belwederze.
(Smol)
