Menu

Wilko–wyje na tarnowskim Rynku

 

Rynek w Tarnowie zaliczany jest do grona atrakcyjnych miejsc turystycznych. Główną jego atrakcją jest renesansowy ratusz, na którego attyce znajdują się maszkarony wykonane przez Jana Marię Padovano, który jest również autorem maszkaronów na krakowskich Sukiennicach.

Od kiedy pamiętam (a trochę lat upłynęło), Rynek nie zawsze cieszył się zainteresowaniem mieszkańców. Po wojnie, do budynków okalających Rynek wprowadzono lokatorów. Powstała swoista subkultura. O jego mieszkańcach i ich zachowaniu krążyły w mieście, powtarzane czasem bezpodstawnie, plotki.

Powtarzano, że nie tylko wieczorem, ale nawet w dzień, samotnie odwiedzający Rynek i jego najbliższe okolice, są narażeni na różnego rodzaju zaczepki.

Z biegiem czasu, atmosfera wokół codziennego zachowania mieszkańców tej dzielnicy, uległa zapomnieniu.

Na teren Rynku powrócił handel, niestety, nie ten dawny, lecz nielegalny, zaopatrujący „spragnionych” w „napoje”, niedostępne po zamknięciu sklepów. Następną atrakcją handlową, cieszącą się dużym popytem, była bezcłowa wymiana złotówek na dolary, a w późniejszym czasie na bony.

Do dzisiaj mam w pamięci Panią, siedzącą na koszu na śmieci, w podcieniach Muzeum – był to chyba pierwszy w Tarnowie kantor wymiany walut. Warto również wspomnieć o mieszkańcu, który będąc posiadaczem dwukołowego wózka, świadczył ludności usługi transportowe.

Atmosferę, historię i legendę tego miejsca tworzą jego mieszkańcy i bywalcy. Życie weryfikuje te zachowania. Władze miasta starają się, aby przyzwyczajenia zmieniać, aby miejsce to było atrakcyjne i zachęcające do większego zainteresowania Rynkiem nie tylko jego mieszkańców. Powstał wiec hotel, kilkanaście lokali, których właściciele, dla uatrakcyjnienia swej oferty, utworzyli na płycie rynku ogródki „piwne”.

Atrakcją są też występy różnego rodzaju zespołów artystycznych. Czyli wszystkie działania, mające na celu przyciągnięcie jak największej liczby mieszkańców do odwiedzenia Rynku, są słuszne.

No cóż, wszelkie starania uatrakcyjnienia tego miejsca są zależne od woli mieszkańców. Jeśli na co dzień, w godzinach popołudniowych, centrum miasta wygląda jak wymarłe, to chyba nie jest to winą organizatorów imprez.

Zawsze będą głosy „za” i wiele głosów „przeciw” – bo za głośno, bo dlaczego, bo można inaczej itp. itd. …

Pozwolę sobie na zaliczenie mojego głosu do powyższych „bo”.

W związku z chęcią przyciągnięcia mieszkańców na Rynek, powstał plan zagospodarowania jego przestrzeni do czasu planowanego, przyszłorocznego remontu. Ten pomysł, pod hasłem Wyspa Wilkonia, bardzo nagłośniono, drukowano wszelkie głosy wychwalające go, zapowiadano rewelację na skalę niemalże ogólnopolską.

Zasadzono w kraterach dorodne drzewka. Okazało się, że jedno z nich posłużyło jako stelaż dla wydrukowanego przesłania autora odnośnie trzech skromnie wyglądających miniaturowych zwierzątek. A tak miało być pięknie, tyle było szumnych zapowiedzi, po realizacji których wygląda to na lekceważenie odbiorców.

Już się zapowiada, że po remoncie płyty, w dalszym ciągu, Rynek będzie służył takim rzeźbom.

W całej tej sprawie odnoszę wrażenie, że chodzi tu tylko o tytuł do sławy. Jak na razie to, moim skromnym zdaniem, Wyspę Wilkonia odczytuję jako Wilko–wyje. Po prostu – antyreklama jest też dobrą reklamą.

Artysta prawie Doskonały
Jacek Janicki

Dodaj komentarz

Możesz użyć znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>