Menu

Tarnowski wróżbita

Pan Stanisław przez lata pracował w tarnowskich zakładach, był m.in. kasjerem, księgowym, a także specjalistą ds. ekonomicznych. Od wielu lat jest już na emeryturze, na której oddał się w całości swoim pasjom – iluzji oraz wróżbiarstwu. Wśród polskich iluzjonistów znany jest jako „Bonadeus”, taki sobie pseudonim artystyczny przybrał na początku swojej kariery scenicznej.

– Po raz pierwszy zetknąłem się z iluzjonistycznymi trikami przed wojną, jak miałem pięć lat – opowiada wróżbita. – Pamiętam jak ojciec zaprowadził mnie na wystawę zorganizowaną w budynku przy ul. Krakowskiej, w tym samym, gdzie po wojnie przez wiele lat mieściły się redakcje dzienników. Podczas wystawy jeden z pokoi wynajął sobie iluzjonista. Za wstęp na jego pokazy iluzjonistyczne płaciło się pięćdziesiąt groszy. Ojciec zapłacił za mnie te pięćdziesiąt groszy, później jeszcze zapłacił iluzjoniście złotówkę, po to tylko, aby ten wyjawił mi tajemnice swoich sztuczek z kartami i piłeczkami. Tych różnych trików iluzjonistycznych uczyłem się długie lata. Po wojnie uczył się różnych sztuczek u słynnego iluzjonisty – „Nemo” z Częstochowy, pobierał też naukę u czeskiego iluzjonisty – Aksamitowa.

O sobie mówi, że jest przede wszystkim iluzjonistą – manipulatorem. Zdaniem pana Stanisława jest to artysta iluzji prezentujący triki iluzjonistyczne, których efekty są wywoływane niezwykłą zręcznością palców rąk, odpowiednią grą oczu, skłonami tułowia itp. Manipulator nie korzysta z rekwizytów ułatwiających wywoływanie efektów iluzjonistycznych.  Ze swoimi pokazami występował w wielu polskich miastach oraz w Niemczech i Czechach. Jednak do Coperfielda jeszcze mu daleko. Rekwizyty pana Stanisława można zamknąć w jednej walizce, natomiast Coperfield wyjeżdża na występy kilkoma ciężarówkami.

Pan Stanisław jest również uznanym wróżbitą. Przed laty spotykał się ze słynnymi wróżbitkami, prowadził z nimi wiele interesujących rozmów. Wrócił jednak do literatury ezoterycznej, którą pozostawił mu ojciec. Z zaciekawieniem czytał przedwojenne czasopisma poświęcone wiedzy duchowej, takie jak „Lotos”, czy „Hejnał”, poznawał działalność jasnowidzącej Agnieszki Pilchowej z Wisły na Śląsku Cieszyńskim, której przypisywana jest „przepowiednia z Tęgoborza”, dowiadywał się też o wieczorach doświadczeń w dziedzinie jasnowidzenia organizowanych przez mistrza Hanussena w Scali w Berlinie.

Czy pan Stanisław pamięta swoje pierwsze wróżby? Oczywiście. Do dziś przypomina sobie kolegę z pracy, który zagubił w domu paszport, tuż przed zagraniczną delegacją.

– Kolega – wspomina pan Stanisław – miał łzy w oczach. Siedział w pracy taki smutny, nie odzywał się, patrzył w okno. Na biurku przybywało mu dokumentów. Wówczas nie chciałem się przed nikim zdradzić ze swoim darem jasnowidzenia. Z wiadomych względów, zawsze ceniłem sobie „święty spokój”. Rafała jednak było mi żal, wiele wesołych chwil spędziliśmy po pracy w „Myśliwskiej”, czy „Bristolu”. Kiedy Rafał opowiedział mi o wszystkim, wyciągnąłem z szuflady talię kart z którą nigdy się nie rozstawałem, potasowałem i poprosiłem go o to, aby je przełożył. Akurat wtenczas byliśmy w biurze sami. W pewnym momencie powiedziałem Rafałowi, że swojej zguby powinien szukać w łazience. Po powrocie do domu Rafał natychmiast rozpoczął poszukiwania. Kiedy odnalazł paszport w wiklinowym koszu na bieliznę, od razu do mnie zatelefonował. Po powrocie Rafała z delegacji odebrałem od niego swoje honorarium w postaci „jednego głębszego”.

Z czasem wieści o nadnaturalnych umiejętnościach pana Stanisława rozeszły się „pocztą pantoflową”. Do jego drzwi w jednej z tarnowskich kamienic zaczęli pukać różni ludzie. Prosili go o pomoc. Najczęściej odwiedzali tarnowskiego wróżbiarza miejscowi biznesmeni, którzy w wizytach u pana Stanisława widzieli „deskę ratunku” przy  obronie ich przedsięwzięć przed „finansową klapą”.

Ostatnio zaczęli się pojawiać u pana Stanisława eksperci od różnych strategii, wniosków aplikacyjnych do funduszy europejskich z prośbą o doradztwo. Na początku takich wizyt pan Stanisław zawsze recytuje swojej klienteli „mantramy” zaczerpnięte z przedwojennych miesięczników wiedzy duchowej. Podobnie i w chwili, gdy zapytałem naszego wróżbitę o to, co spotka tarnowian w 2014 roku, pan Stanisław nie rozłożył w pierwszej kolejności kart, lecz poprosił mnie o to, abym zapisał dla mieszkańców następującą „mantrę”:

„Odwieczne prawo: ”Znaj samego siebie”,

Będzie mi pierwszem w życiu przykazaniem –

Ono me szlaki wytyczy na niebie.

Poznanie siebie jest siebie stwarzaniem.”

Pan Stanisław wróżył dla tarnowian w skromnym pokoiku, w tle znajdował się ciężki, kalwaryjski mebel z kryształami pamiętającymi lata siedemdziesiąte minionego stulecia. Żadnych wypchanych puchaczy, ani kurzych łapek tutaj nie uświadczy się. W kąciku ustawił „prastary” komputer, gdyż pan Stanisław lubi czasem zagrać w „blockout” i „worm”.

– Co czeka tarnowian w 2014 roku? – powtarza za mną pytanie. – Przede wszystkim potężne wstrząsy w samorządzie. Na scenie politycznej pojawią się przebiegłe i chytre lisy, ze świecidełkami na swoich rudych głowach, lubiący przeglądać się w „medialnym zwierciadle”. Tarnów „ozdobią” plotki. Niech w 2014 roku miasto zapomni o „czystej grze” i rozkwicie gospodarczym, niech zapomni również o nowych miejscach pracy.

Politycy coraz częściej zaglądać będą do słowników wyrazów obcych. Szukając rozgłosu zapomniani zechcą się przypomnieć, zaś oburzeni będą innych podburzać. W wielu rodzinach tarnowskich zapanuje zgoda, jak nigdy dotąd. Nie braknie tarnowian z czystymi intencjami oraz pomysłami, będzie im jednak brakować umiejętności „sprzedawania” swoich projektów a także współdziałania. W  2014 r. w Tarnowie nie będzie przejawów nienawiści, ani też zazdrości.

– Pod koniec roku… – dodał pan Stanisław, zdania jednak nie dokończył. Popatrzył tylko na „układ kart” i zakończył seans.

Tekst i zdjęcie: Józef Radłowski

3 komentarze

Dodaj komentarz

Możesz użyć znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>